SEO opłaca się wtedy, gdy koszt pozyskania klienta z organicznych wyników jest niższy niż jego wartość dla firmy – i policzysz to, zanim wydasz pierwszą złotówkę. W praktyce punktem wyjścia są trzy liczby: budżet, średnia wartość zamówienia i realny współczynnik konwersji, a potem dochodzi do tego jeszcze potencjał ruchu i konkurencyjność fraz. W tym poradniku pokażę Ci, na co faktycznie idą pieniądze w SEO, jak rozłożyć je w czasie i jak wyliczyć próg rentowności na konkretnych scenariuszach. Bez ogólników – same liczby, którymi uzasadnisz decyzję przed sobą albo zarządem.
Dlaczego „ile kosztuje SEO” to złe pierwsze pytanie?
Dzwoni klient i pyta: „Ile kosztuje SEO?”. To trochę tak, jakby zapytać, ile kosztuje samochód. Kilkanaście tysięcy? Milion? Zależy, po co Ci jest i dokąd chcesz nim dojechać.
Według dostępnych cenników agencji na polskim rynku w latach 2025–2026 stawki miesięczne zaczynają się od kilkuset złotych, a przy konkurencyjnych branżach potrafią sięgać 5000–10 000 zł miesięcznie i więcej. Sam audyt to wydatek od około 1500 zł netto dla mniejszych stron do 3000–10 000 zł netto (lub więcej) przy dużych sklepach i serwisach. Link building bywa liczony w tysiącach dolarów miesięcznie, a niezależne działania content marketingowe w 2025 roku startują od około 1500 zł netto miesięcznie. I co Ci z tych liczb, skoro nie wiesz, na czym stoisz?
Dobre pierwsze pytanie brzmi inaczej: czy mi się to opłaci. Zanim padnie jakakolwiek cena, doświadczony zespół sprawdza potencjał fraz, konkurencję i realny potencjał ruchu. Dopiero wtedy rekomenduje budżet. Odwrotna kolejność to strzelanie w ciemno.
W tym artykule rozkładam to na czynniki: składowe kosztów SEO, prosty model liczenia ROI, konkretne scenariusze, realistyczny harmonogram na 12 miesięcy i sygnały ostrzegawcze, na które warto uważać.
Cena vs. opłacalność – dwie różne rozmowy
Cena i opłacalność brzmią podobnie, ale odpowiadają na dwa różne pytania. Cena to Twój miesięczny wydatek: treści, linki, narzędzia, prace techniczne, wynagrodzenie agencji. Jedna liczba, łatwa do porównania. Opłacalność mówi coś zupełnie innego – ile ta liczba Ci zwraca.
Służy do tego ROI, czyli zwrot z inwestycji. Wzór jest prosty:
ROI = (Zysk − Koszt) / Koszt × 100%
Weźmy dwa przykładowe scenariusze. Oferta za 800 zł miesięcznie, która przez rok nie przynosi żadnych efektów – to ROI na poziomie -100%. Cała kwota przepadła. Z drugiej strony oferta za 5000 zł miesięcznie, generująca 150 000 zł zysku rocznie, daje ROI rzędu 150%. Droższa, a wielokrotnie bardziej opłacalna.
Sama cena nie mówi nic o wyniku. Tania usługa bywa najdroższa, bo nie zwraca ani złotówki.
Często mówi się o przeznaczaniu kilku–kilkunastu procent przychodu na marketing (np. 5–8% dla firm z ugruntowaną pozycją i 10–15% dla nowych marek), ale to dotyczy całego marketingu, nie SEO jako osobnego kanału. Dla samego SEO liczą się inne rzeczy: wartość klienta, konwersja, potencjał fraz, konkurencyjność branży. Arbitralny procent tego nie zastąpi.
Rozmowa o cenie to negocjacja. Rozmowa o opłacalności to decyzja biznesowa.
Dlaczego widełki cenowe z internetu wprowadzają w błąd?
Wpisujesz w Google „cennik SEO” i dostajesz gotową odpowiedź. Lokalna kampania od 700 do 1500 zł miesięcznie, e-commerce od 2500 do nawet 10 000 zł i więcej. Znajdziesz też oferty za 299-599 zł. Problem w tym, że te liczby nie mówią nic o Twojej sytuacji.
Widełki są uogólnieniem. Uśredniają rynek, w którym każdy przypadek jest inny. Cena nie wynika z tego, ile kosztuje SEO w Polsce, tylko z konkurencyjności Twojej branży, regionu i wartości pojedynczego klienta, jakiego chcesz pozyskać. Widełki mówią o rynku, twoja sytuacja jest zawsze bardziej konkretna.
Weźmy dwie firmy o identycznym przychodzie. Pierwsza działa w niszy z małą konkurencją – kilka fraz, spokojny rynek, wynik osiągalny niewielkim nakładem. Druga walczy w kategorii, gdzie na czołowych pozycjach siedzą gracze z latami inwestycji za sobą. Ten sam budżet da im dwa zupełnie różne efekty. Jednej wystarczy, drugiej nie ruszy z miejsca. To przykład hipotetyczny, ale dokładnie tak wygląda praktyka.
Dlatego popularna rada, żeby przeznaczyć na SEO jakiś procent budżetu marketingowego, nie działa. Procent nie wie nic o Twojej konkurencji ani o tym, ile realnie kosztuje przebicie się na Twoje frazy.
Do tego dochodzi cisza wokół zakresu. Cennik podaje kwotę, ale nie mówi, ile godzin pracy za nią stoi, jakiej jakości będą teksty ani skąd wezmą się linki. Za 599 zł i za 2500 zł możesz dostać coś, co nazywa się tak samo, a jest zupełnie innym produktem.
Cena bez zakresu to liczba bez znaczenia.
Na co realnie idzie budżet SEO?

Kiedy klient dostaje ode mnie ofertę, zawsze rozkładam ją na cztery kategorie. To praca specjalisty i strategia, treści, linki oraz prace techniczne wraz z narzędziami. Każda z nich pochłania inny procent budżetu i inaczej się ją weryfikuje.
Praca specjalisty to audyt, analizy, planowanie, komunikacja i raporty. Najdroższa część i jednocześnie najmniej widoczna – płacisz za godziny, których efektu nie zobaczysz od razu. Treści to teksty na strony, wpisy blogowe i publikacje sponsorowane. Tekst około 3000 znaków to zwykle koszt od około 200 zł netto, a publikacja zewnętrzna – co najmniej 400 zł netto za artykuł. Link building bywa najbardziej rozstrzałowy cenowo: linki o średnim autorytecie (np. DA 30–49) to najczęściej 500-1000 zł za sztukę, a linki z mocnych domen (np. DA 50+) potrafią kosztować od około 1000 do nawet 4000 zł – to dane z rynku globalnego. W praktyce małe firmy (także lokalne) często zamykają budżet link buildingu w przedziale ok. 1000–3000 zł miesięcznie. Prace techniczne obejmują szybkość strony, indeksację, błędy HTML i dane strukturalne, do tego narzędzia – w Polsce w 2025–2026 roku Senuto (plan Lite) startuje od około 107 zł miesięcznie.
Koszty jednorazowe vs. stałe
Budżet SEO dzieli się na dwie części, które łatwo pomylić. Pierwsza to koszty startowe. Audyt SEO dla mniejszych stron zaczyna się zwykle od około 1500 zł netto, a przy dużych sklepach czy serwisach może sięgać 3000–10 000 zł netto lub więcej. Do tego strategia i prace deweloperskie – jednorazowe wydatki, które ponosisz na wejściu.
Dlatego pierwszy miesiąc bywa najdroższy. Płacisz za audyt i poprawki techniczne, a efektów w wynikach jeszcze nie widać. To normalne i warto to zaplanować, żeby później nie było rozczarowania. Mylenie kosztu jednorazowego ze stałym to częsty błąd: audyt za kilka tysięcy nie oznacza, że dalej będzie już z górki.
Druga część to stały abonament. Idzie na bieżące działania: treści, linki, optymalizacje i raportowanie. Tu kwoty się różnią – małe firmy lokalne najczęściej mieszczą się w budżecie 700–1500 zł miesięcznie, firmy usługowe o zasięgu ogólnopolskim w 1900–5000 zł, a sklepy internetowe potrzebują zwykle 2500–10 000 zł miesięcznie i więcej. Koszt startowy widać od razu w fakturze. Wartość abonamentu narasta miesiącami.
Przykładowy podział miesięcznego budżetu
Skoro wiesz już, za co płacisz, zobacz jak te pieniądze rozkładają się w praktyce. Poniżej dwa przykładowe, poglądowe modele dla popularnych progów.
| Element | 3000 zł | 6000 zł |
|---|---|---|
| Specjalista | 30–35% (900–1050 zł) | 25–30% (1500–1800 zł) |
| Treści | 30–40% (900–1200 zł) | 35–45% (2100–2700 zł) |
| Linki | 20–25% (600–750 zł) | 20–30% (1200–1800 zł) |
| Techniczne + narzędzia | 10–15% (300–450 zł) | 10–15% (600–900 zł) |
W przytoczonych przykładach przy wyższych budżetach rośnie udział treści, bo to one dają skalowanie – w praktyce często tak to wygląda, choć dokładne proporcje zależą od projektu.
Te proporcje nie są stałe przez cały rok. W pierwszych miesiącach 50–60% budżetu idzie na kwestie techniczne i strategię – to fundament, bez którego reszta się nie utrzyma. Dopiero potem ciężar przesuwa się na treści i linki.
Dobry budżet dopasowuje się do fazy kampanii i jej realnych potrzeb, a nie do sztywnej tabelki.
Co kupujesz, płacąc drożej?
Zapłacisz mało, dostaniesz mało. Oferty poniżej 700 zł zwykle sprowadzają się do podstaw i rzadko przynoszą realny efekt. Budżety rzędu 1500-3000 zł przy kampaniach lokalnych czy 3000-7000 zł i więcej w e-commerce kupują coś innego – pełną obsługę zamiast fragmentu.
Konkretnie różnica leży w kilku miejscach. Więcej roboczogodzin stratega i analityka oznacza lepszy dobór fraz, testowanie hipotez i regularną optymalizację, a nie ustawienie kampanii raz i zapomnienie o niej. Treści są dłuższe i merytoryczne, pisane przez doświadczonych copywriterów, którzy rozumieją temat. Linki pochodzą z autorytatywnych serwisów branżowych, a nie z masowych, słabych katalogów, które potrafią zaszkodzić. Do tego dochodzi porządna obsługa techniczna i dostęp do lepszych narzędzi.
Zastrzeżenie: wyższa cena nie gwarantuje jakości sama z siebie. Ale budżet musi sfinansować wszystkie te elementy naraz. Jeśli nie starcza na treści, linki i technikę jednocześnie, coś zostanie odpuszczone – i to zwykle widać w wynikach. Raporty z linków i treści dostaniesz zawsze. Strategia pozostaje niewidoczna, choć płacisz za nią najwięcej.
Prosty model policzenia opłacalności SEO (krok po kroku)
Zamiast pytać, ile SEO kosztuje, policz, ile klientów musi Ci przynieść, żeby na siebie zarobiło. To pięć kroków: wartość klienta, współczynnik konwersji, liczba klientów potrzebna do pokrycia budżetu, potrzebny ruch i porównanie tego z realnym potencjałem fraz.
Wzór: od budżetu do progu rentowności
Zacznij od wartości klienta. To średnia marża na jednym zamówieniu albo LTV, jeśli klienci wracają. Nie przychód – marża.
Potem konwersja. W e-commerce średnia to około 2%, ale rozrzut między branżami jest ogromny: napoje potrafią mieć 3,58%, meble ledwie 0,68%. Weź swoją realną liczbę z analityki, nie średnią z rynku.
Dalej dwa proste wzory:
N_klientów = budżet / wartość klienta
N_ruchu = N_klientów / współczynnik konwersji
Przykład (hipotetyczny, wyłącznie model obliczeniowy): budżet 4000 zł miesięcznie, 800 zł zysku na jednym kliencie, konwersja 2%. Potrzebujesz 5 klientów, żeby wyjść na zero. Przy 2% konwersji oznacza to 250 wejść miesięcznie z SEO. Tyle ruchu musisz zdobyć, żeby kampania się zwróciła. Wszystko powyżej to zysk.
Ten sam rachunek zrób w skali roku. 4000 zł razy dwanaście to 48 000 zł kosztów. Podziel przez wartość klienta i masz roczny próg rentowności w liczbie klientów. Jeśli te liczby brzmią nierealnie dla Twojej branży, wiesz to teraz, a nie po pół roku.
Uwzględnij czas i efekt skumulowany
Jednorazowe zestawienie budżetu z przychodem to za mało. SEO nie działa jak przełącznik – efekty pojawiają się zwykle po 3-6 miesiącach, a tempo zależy od konkurencji w branży, wielkości budżetu i historii domeny.
W praktyce pierwsze miesiące są na minusie. Przykładowo, w modelowym scenariuszu ROI po trzech miesiącach może wynosić ok. -33%, po sześciu wejść na plus, a po roku sięgnąć ok. 100%. To normalny przebieg, nie oznaka, że coś poszło źle. Ruch bywa niewielki w miesiącu trzecim, wyraźniejszy w szóstym, a po dwunastu widać efekt skumulowany – pozycje z jednej frazy ciągną kolejne, a treści z czasem zbierają linki i autorytet.
Tu wchodzi trwałość efektu. Ruch z pozycji organicznych utrzymuje się długo po zakończeniu prac – inaczej niż przy kampaniach płatnych, gdzie po wyłączeniu budżetu wizyty bardzo szybko (praktycznie od razu) zanikają.
Dlatego licz ROI w horyzoncie rocznym, nie miesięcznym. Miesięczny rachunek zawsze wyjdzie fatalnie i zniechęci Cię przy pierwszym raporcie. Przerwanie działań po trzech miesiącach to zwykle strata całej inwestycji: rezygnujesz tuż przed fazą wzrostu. Rozsądny horyzont to minimum 12 miesięcy.
Jak oszacować potencjał ruchu, zanim zapłacisz?
Zanim wydasz pierwszą złotówkę, możesz w miarę realnie oszacować, ile ruchu SEO da się w ogóle wyciągnąć z Twojej branży. Nie zgadujesz – liczysz.
Zaczynasz od zebrania fraz. Do tego służą Google Keyword Planner, Senuto (od ok. 107 zł miesięcznie), Ahrefs czy SEMrush. Budujesz zestaw zapytań, sumujesz ich miesięczne wolumeny i przypisujesz każdemu intencję – informacyjną czy zakupową.
Potem przeliczasz wolumeny na wejścia przez CTR. Statystyki dla 2024 r. pokazują, że średni CTR dla pierwszej pozycji w organicznych wynikach Google to ok. 39,8%, a dla drugiej ok. 18,7%, a dalej udział szybko maleje. Dla frazy o 1000 wyszukiwań pierwsza pozycja daje więc mniej więcej 398 wejść miesięcznie. Tę liczbę porównujesz z ruchem, który jest Ci potrzebny do przekroczenia progu rentowności. Jeśli suma potencjalnego ruchu z sensownych fraz nie zbliża się do Twojego progu, budżet trzeba przemyśleć jeszcze przed startem.
Skup się na frazach długiego ogona. Mają niższy wolumen, ale wyższą intencję zakupową i lepiej konwertują.
Pamiętaj o jednym: narzędzia podają wartości przybliżone, a potencjał nigdy nie jest pewny. Ale sama ta analiza, zrobiona przed decyzją, mocno ogranicza ryzyko wejścia w inwestycję, która się nie spina finansowo.
Trzy scenariusze budżetowe na liczbach

Teoria to jedno, liczby to drugie. Pokażę Ci trzy profile firm, które regularnie widuję w praktyce. Każdy ma inny budżet, inny próg rentowności i inne realia rynku. Wszystkie wartości traktuj jako przykładowe – u Ciebie mogą wyglądać inaczej, ale mechanika liczenia zostaje ta sama.
Mała firma lokalna (usługi, jedno miasto)
Budżet 700-1500 zł miesięcznie, do tego jednorazowy audyt około 3000 zł. Praca skupia się na wizytówce Google, lokalnych frazach i ograniczonym link buildingu.
Załóżmy przykładowo, że wartość klienta to 150 zł, a konwersja 3%. Przy tych założeniach próg rentowności wypada w okolicach 116 klientów rocznie, czyli mniej więcej 322 wejść miesięcznie. To ruch całkowicie osiągalny lokalnie. Tu SEO potrafi się spinać najszybciej, bo konkurencja jest wąska, a próg wejścia niski.
Rosnący e-commerce w średnio konkurencyjnej niszy
Tu skala rośnie. Budżet 5000 zł miesięcznie, audyt około 6000 zł. Pieniądze idą na treści produktowe i kategoryjne oraz na regularny link building.
Załóżmy przykładowo, że średni zysk z transakcji to 75 zł, a konwersja 2%. Próg rentowności to wtedy około 880 transakcji rocznie – to znaczy, że musisz wygenerować w okolicach 3667 wejść miesięcznie, żeby inwestycja wyszła na zero. Liczby robią się poważne, ale przy dobrze dobranych frazach transakcyjnych taki wolumen jest realny w perspektywie kilkunastu miesięcy.
Firma w bardzo konkurencyjnej branży
Weźmy przykładowo klinikę czy usługi medyczne. Budżet 7000 zł miesięcznie, audyt około 8000 zł. Konkurencja jest bezwzględna, a najwięksi gracze potrafią przeznaczać na sam link building równowartość 5000–10 000 dolarów miesięcznie. Ogólne frazy są zajęte przez budżety, z którymi trudno rywalizować, dlatego strategia opiera się na zawężeniu – zamiast walczyć o najszersze zapytania, celujesz w bardziej precyzyjne, mniej obleganie frazy.
Paradoksalnie próg rentowności wygląda tu najłagodniej. Załóżmy przykładowo, że pacjent wart jest 1500 zł, a konwersja wynosi 4%. Wystarczy wtedy około 61 pacjentów rocznie, czyli zaledwie 127 wejść miesięcznie. Wysoka wartość klienta ratuje cały rachunek – nawet mały ruch potrafi się zwrócić.
I tu pojawia się pułapka, którą widuję najczęściej. W konkurencyjnych sektorach niedoszacowany budżet to nie oszczędność, tylko wyrzucone pieniądze. Za 2000 zł miesięcznie w takiej branży nie ruszysz z miejsca – fraz nie zawęzisz wystarczająco, linków nie zbudujesz, a treści nie wyprodukujesz w tempie konkurencji. Efekt: płacisz przez rok i stoisz w miejscu. Lepiej wtedy nie zaczynać wcale albo zawęzić cel jeszcze mocniej, niż finansować inwestycję skazaną na zero widoczności.
Jak rozłożyć budżet w czasie – harmonogram 12 miesięcy
Roczna kampania dzieli się na dwie fazy, które wymagają zupełnie różnego nastawienia. Pierwsze trzy miesiące to fundament. Kolejne dziewięć – wzrost i skalowanie. Kto myli te fazy i oczekuje ruchu w miesiącu drugim, zwykle rezygnuje w trzecim. A to najczęstsza strata inwestycji, jaką widuję: płacisz za budowę fundamentów, a potem wychodzisz tuż przed momentem, gdy zaczynają one pracować.
Faza fundamentu (miesiąc 1–3)
Tu dzieje się cała robota, której nie widać w Analytics. Audyt, strategia, naprawy techniczne, pierwsze treści i pilnowanie indeksacji. Efekt na wykresie ruchu jest minimalny i tak ma być. Google potrzebuje czasu, żeby przetworzyć zmiany, a nowe treści muszą się zaindeksować i dojrzeć. Traktuj ten okres jak fazę monitorowania, nie oceniania wyników.
Faza wzrostu i skalowania (miesiąc 4–12)
Od czwartego miesiąca fundament zaczyna zwracać. Dokładasz treści, uruchamiasz link building, ruch rośnie – najpierw na frazach długiego ogona, potem na trudniejszych. To moment, w którym reinwestujesz: pierwsze wyniki podpowiadają, gdzie budżet pracuje najlepiej. Zamiast rozrzucać środki równo, przesuwasz je tam, gdzie widać trakcję. Tu właśnie działa efekt skumulowany, o którym pisałem wcześniej.
Kiedy budżet jest za niski, żeby SEO miało sens?
Jest granica, poniżej której SEO przestaje być inwestycją, a staje się kosmetyką. Jeśli budżet nie starcza na regularne treści i choćby minimalny link building, płacisz za pozory pracy. Ruch nie ruszy, a Ty po kilku miesiącach uznasz, że „SEO nie działa” – choć nigdy nie ruszyło z miejsca.
Dwa sygnały ostrzegawcze są najważniejsze. Pierwszy: konkurencja ma dużo silniejsze domeny, a Ty próbujesz ich dogonić skromnym budżetem. Drugi: wartość klienta jest niska, a próg ruchu potrzebny do rentowności – wysoki. W obu przypadkach odradzamy start w takiej skali. Lepiej poczekać, niż spalić pieniądze.
Progi minimalne wg typu firmy
Minimum zależy od tego, z kim rywalizujesz. Lokalna usługa w małym mieście potrzebuje mniej niż sklep konkurujący w całej Polsce. Zasada jest jedna: budżet musi pokryć minimalną skalę działań dla Twojego scenariusza. Poniżej niej – nie zaczynaj.
Co robić, gdy nie stać Cię na pełne SEO?
Nie odpuszczaj całkiem. Skup się na tanich frazach długiego ogona, popraw treści, które już masz, i postaw na lokalne SEO albo jedną wąską kategorię. Węższy front, na którym realnie wygrasz, bije rozproszony budżet rozlany na wszystko.
Jak wybrać wykonawcę i nie przepłacić?

Wiesz już, jak policzyć opłacalność. Teraz najtrudniejsze: znaleźć kogoś, kto tę opłacalność faktycznie zrealizuje. Dobra agencja zniesie każde z poniższych pytań bez wykrętów.
Pytania, które musisz zadać przed podpisaniem umowy
- Co dokładnie robicie w ramach abonamentu w danym miesiącu?
- Jak mierzycie i raportujecie efekty – jakie metryki, jak często?
- Na jakiej podstawie decydujecie, które frazy atakować?
- Kto jest właścicielem treści i linków po zakończeniu współpracy?
- Czy dostanę dostęp do Search Console i Analytics, czy raportujecie po swojemu?
- Jak wygląda proces, gdy przez kilka miesięcy nie ma ruchu?
- Możecie pokazać case’y z branży zbliżonej do mojej?
- Czy testujecie techniki na własnych stronach, zanim wdrożycie je u mnie?
To ostatnie brzmi banalnie, a rozdziela teoretyków od praktyków. Prowadzę sieć własnych portali i wszystko, co rekomenduję klientom, wcześniej sprawdzam na swoim. Wykonawca, który ryzykuje na własnym podwórku, ma inną skórę w grze.
Czerwone flagi w ofertach SEO
- Gwarancja pozycji #1 – nikt nie kontroluje algorytmu Google.
- Obietnica szybkich efektów w kilka tygodni.
- Brak raportów albo raporty bez konkretnych liczb.
- Ryczałt bez rozpisanego zakresu prac.
- Masowe linki w pakiecie – ilość zamiast dopasowania.
Żadna z tych flag sama nie przekreśla oferty. Ale trzy naraz to sygnał, żeby szukać dalej.
FAQ
Ile kosztuje SEO dla małej firmy? Dla lokalnej działalności według cenników z polskiego rynku na 2025–2026 rok realne budżety mieszczą się zwykle w przedziale 700–1500 zł miesięcznie; z mojego doświadczenia przy niższych kwotach trudno jednocześnie finansować sensowną liczbę treści i jakościowy link building.
Po jakim czasie SEO się zwraca? Pierwsze wyraźne wzrosty widoczności najczęściej pojawiają się po około 3–6 miesiącach, w zależności od konkurencyjności branży, historii domeny i poziomu budżetu. Później działa efekt skumulowany – raz zbudowana pozycja pracuje dalej, a każdy kolejny miesiąc buduje na poprzednim.
Jak policzyć próg rentowności dla mojej firmy? Podziel miesięczny budżet przez wartość jednego klienta (marżę, nie przychód), a wynik przez swój współczynnik konwersji. Dostaniesz liczbę wejść z organiku potrzebną, żeby wyjść na zero. Ten sam rachunek zrób w skali roku, żeby uwzględnić czas potrzebny na rozpędzenie kampanii.
Płatność jednorazowa czy abonament? Jednorazowe zlecenie ma wysoki koszt startowy i najczęściej obejmuje audyt oraz wdrożenie. Abonament rozkłada wydatek na stałe raty i finansuje ciągłą pracę – treści, linki, poprawki. SEO to proces, więc model abonamentowy pasuje do większości firm.
Ile budżetu idzie na linki i treści? Orientacyjnie, w moich modelach i obserwacjach, na treści i linki potrafi przypadać łącznie ok. 50–70% budżetu, w zależności od wielkości projektu i etapu kampanii. Im mniejsza kwota, tym większa część musi trafić na te dwa obszary.
Co dzieje się z ruchem po zakończeniu współpracy? Spada powoli, nie z dnia na dzień. Pozycje osuwają się stopniowo, w miarę jak konkurencja pracuje dalej.